Kuniko nigdy nie miała łatwo. Czuła jak depresja ją wypełnia, jak gaz który wdycha wraz z powietrzem. Czuła jak jej ciąży, jak złośliwe stworzenie, które osiadło na jej ramionach. Jej ruchy były wolne, nie miała na nic siły. Nie chciała wychodzić z domu, nie chciała jeść, nic nie chciała. Jedyna rzecz, która trzymała ją przy życiu, to jej siostra. Biedna Kiri i tak spędziła mnóstwo czasu tułając się po domach różnych zaprzyjaźnionych ludzi, na czas pobytu Kuniko w szpitalu. Teraz rudowłosa dziewczyna stała przed jednym z wielu regałów w TESCO. Patrzyła na stojącą wysoko herbatą, którą tak bardzo lubiła. Chciała po nią sięgnąć, ale nie mogła. Nie mogła wyprostować reki, wyciągnąć jej wyżej, łzy zapiekły ją pod powiekami. Czuła się taka bezużyteczna... wszystko inne przestało do niej docierać, świat przestał dla niej istnieć. Czuła tylko łzy, które spływały najpierw po jej ciemnej skórze pod oczami i w dół policzka. Taka słaba... słyszała krzyki. A może tak naprawdę to ona krzyczy? W momencie w którym usłyszała potężny huk, a w alejkę w której stała wjechała rozpędzona czerwona multipla zrozumiała, ze to jednak nie jej krzyk. Auto uderzyło ją, dziewczyna upadła na podłogę a setki herbat wraz z nią. Tousen ledwo opanował kierownice. Deidara nagadał mu, że parking TESCO to idealne miejsce do driftingu. Ale koledzy go oszukali. Co rusz się o coś obijał, słyszał wrzeszczących ludzi. Ciągle się zastanawiał, jaki kretyn położył na parking płytki?! Po raz kolejny w coś uderzył, usłyszał uderzające o sobie puszki. Pewnie walnął w dostawczak. Dla ukojenia nerwów zaczął uderzać palcem w radio, aż w końcu trafił na guzik uruchamiający urządzenie. Zamiast spokojnych melodii usłyszał podenerwowany głos speakera, który zaczął mówić o szaleńcu driftującym w TESCO. Tousen zazgrzytał zębami. Co za szaleńcy, bezmyślni ludzie. Takie osoby jak ten człowiek powinni umrzeć. To ciemne chmury zasłaniające gwiazdy!
Grimmjow przejechał ręką po włosach. Siedział ściśnięty w aucie i był naprawdę zły. Jego żona, po tylu latach nagle się uparła, że po 6 latach małżeństwa, czas w końcu poznać jej rodzinę, a ślub jej kuzyna to idealna okazja. Czul na sobie przestraszone spojrzenie kobiety w czerwonych, krótkich włosach. Zawsze uciekała spojrzeniem, gdy się na nią popatrzył. Chciał się poprawić, ale i tak nie miał jak. Siedział na tylim siedzeniu, mając po swojej prawie przestraszoną blondynkę o wielkich, niebieskich oczach a po lewej swoją żonę.Zonę, która z nieprzeciętną zawziętością udawała, ze wszystko jest w porządku i za nic nie chciała oderwać wzroku od szyby. Spojrzał na postawnego, łysiejącego mężczyznę, z który z z taką samą zawziętością jak jego córka, wpatrywał się w szybę. Atmosferę trochę rozładowała audycja w radiu, mówiąca o szaleńcu w czerwonej multipli, która demolowała pobliskie TESCO. Nikt się nie odzywał. To będzie kurewsko długi wieczór.
Grimmjow czuł jak podskakuje jego stołek w rytm śląskich przyśpiewek. Bał się, ze żyła na jego skroni zaraz mu przebije skórę. Miał na sobie biały garnitur z niebieskim krawatem. I było mu strasznie niewygodnie. Schizma tymczasem siedziała obok niego przy długim, białym stole i skubała nerwowo swoją sukienkę w białe groszki.
- To jest twoja pierdolona wina - mruknął.
- Wszystko na mnie zwalasz. Przecież nie jest źle - burknęła, nadal na niego nie patrząc.
- Zajebiście po prostu... - przesunął wzrokiem po wszystkich osobach, które siedziały z nimi przy stole. Większość się zwinęła, ale kilka osób siedziało z daleka od nich co rusz zerkając nerwowo na niebieskowłosego. Widocznie ci ludzie nie byli przyzwyczajeni do widoku postawnych, umięśnionych mężczyzn z niebieskimi włosami i białą, zwierzęcą szczęką na policzku. Pewnie też czuli jego wręcz namacalne niezadowolenie.
- Zachowujesz się jak ostatni dupek! To wesele, nie smutowisko czy w Twoim przypadku, dupościsko - warknęła blondynka w końcu podnosząc na niego wzrok - zatańczył byś ze mną! Było by od razu milej!
- Nigdy - odparł spokojnie, sięgając po kolejny kieliszek białego napoju szczęścia.
- Świetnie! To siedź tu i dąsaj się! - dziewczyna uderzyła rękami w stół i gwałtownie się podniosła, kierując się w stronę bawiącego się tłumu. No zajebiście po prostu. Wystawił rękę z kieliszkiem w dłoni i czekał, aż ktoś podbiegnie i go napełni. To zabawne, ale to działało. Ludzie naprawdę się go bali. Jeszcze kilkakrotnie podniósł rozkazująco kieliszek, aż w końcu poczuł, że jest gotowy. Wstał chwiejnie a kilka osób z przestrachem na niego zerknęło. Zataczając się podszedł do kobiety siedzącej na ławce pod ścianą. Spojrzał na nią. Groszki się zgadzały, krótkie blond włosy się zgadzały. Okulary też. Tylko...
- Ale żeś się spasła. Zjadłaś sama cały tort weselny wraz z kilkoma gośćmi? - zarechotał a policzki kobiety stały się szkarłatne - Choć, chciałaś tańczyć! - Chwycił ją za rękę i gwałtownie pociągnął na parkiet. Obijał się o inne osoby, które zniecierpliwiony odpychał ręką.Nawet nie zauważył jak panna młoda z krzykiem upadła na stół z barszczem zalewając przy tym całą sukienkę - No mała! Pokaż mi jak robisz piruety! - po raz kolejny pociągnął ją za rękę i roześmiał się, gdy kobieta okręciła się na śliskiej posadzce i upadła na podłogę. Kilka osób spojrzało na nich i oddaliło się od pary. Mężczyzna postawił ją na nagi i klepnął w tyłek - ale się dziś w nocy zabawimy! Znów mi chcesz uciec - spytał, ciągle się śmiejąc i zaciskając dłoń na ręce wyrywającej się osoby.
- Co ty odwalasz z moją BABCIĄ?! - usłyszał za sobą ten złowieszczy szept, który aż za dobrze znał.
- Dobierała się do mnie - odparł wskazując palcem na biedną babcię, która ocierała łzy. Policzki Schizmy zrobiły się czerwone jak ognie piekielne. Pociągnęła go za rękę i pchnęła z powrotem na krzesło przy stole.
- Jak ja cię mogłam tu zabrać? A mogłam wziąć Jigo... to nie, chciałam MĘŻA - ostatnie słowo wręcz wypluła - Jak ty się zachowujesz? Najpierw jak dupek roku, a potem miotasz moją babcią po parkiecie! - oparła łokcie na stole i ukryła twarz w dłoniach, zbierało się jej na płacz. Nie dostrzegła jaka na drugim krześle obok jej męża zasiada pewien chłopczyk. Ciekawski chłopczyk. A muzyka skutecznie zagłuszała wszelkie rozmowy. Chłopiec nachylił się nad Grimmjowem.
- Przepraszam, ale czy wiesz skąd się biorą dzieci? Czy wiesz, skąd ja jestem?
- Wyszedłeś z pochwy matki - odparł spokojnie Jeagerjaquez. Poczuł dumę, gdy zdał sobie sprawę, że właśnie tłumaczy coś chłopcu. A mógł zabić! Czy jego żona patrzy? Chłopiec zrobił wielkie oczy i zerknął niespokojnie na płaczącą Schizmę.
- Ona też wyszła w pochwy?
- Nie. Ona wyszła z czeluści piekieł - poczuł jak na tył jego głowy spada dłoń, która wbiła jego twarz w talerz z ciastem. Teraz już każdy patrzył na nich przestraszony. Schizma miała ochotę zabić męża. Wbić mu widelec w klatkę piersiową i wykroić mu serce, które w geście zwycięstwa by pożarła. Już myślała, że gorzej nie będzie, kiedy nagle za nią rozległ się potężny huk i jedyne co zdążyła dostrzec, przebijającą się przez ścianę czerwoną maskę multipli.
Nnoitra w końcu zakończył sesje. Aizen wypisał mu potwierdzenie, że jest już zdrowy. Depresja go opuściła. Znów nie bał się chodzić po świecie z podniesioną głową. A dziś miał być przełam. Dziś, zagra w wowa. Oczywiście nigdy nie wróci na poprzedni server wiec stworzył nową postać całkiem gdzie indziej. Dla bezpieczeństwa stworzył sobie Night Elfa. Oczywiście, w jego przypadku nie lądowało się w stolicy elfów i zaczynało od zera. On od razu miał 90 lvl. Jego exp był z nim jak wierne zwierze. Przemierzał sobie kolejne krainy i czuł, jak ogarnia go szczęście. Czuł się taki wolny! Bezpieczny! Udało mu się zepchnąć TAMTE wydarzenia na dno pamięci. Znów mógł grać, mógł byś sobą. I w tedy dostrzegł Trolla. Nienawidził trollów. Wszystkie Trolle kojarzyły mu się z tamtym. Bez zastanowienia podbiegł i zabił hordziaka czując satysfakcję. Jednak ona szybko zgasła, a 5 espada poczuł jak objęcia szaleństwa i depresji na nowo oplatają go jak macki i ciągną, ciągną na samo dno ciemności...
Tymczasem kila wszechświatów dalej pewna blondynka otarła łzy lewą ręką, która nie była w gipsie. Całe ciało ją bolało. Życie ją bolało. Nawet w cholernym wowie zginęła. Całkiem się rozszlochała a siedzący obok niej niebieskowłosy mężczyzna, tylko prychnął, starając się równocześnie wepchać długopis pod grubą warstwę gipsu otaczającą jego kark.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz