Chciała bym tu napisać, że jest mi lepiej. Ale nie jest. Choć mam lepszy dzień to i tak jest gorzej od ostatniego wpisu. Rozpoczęłam desperackie odchudzanie się. Staram się jeść jak najmniej. Im mniej tym lepiej. Niestety, o ile na początku się jako tako trzymałam i zjadałam po 500 kcal, teraz już tak nie ma. Chyba. No dobra, po policzeniu dzisiejszego jedzenia wyszło mi z 530 kcal. Ale dziś to co innego. Dziś miałam jako taką motywację. Ale jadłam, naprawdę dużo jadłam. A jedzenie wywołuje u mnie to poczucie kompletnej bezwartościowości. Nie jestem w stanie opamiętać się, zaprzestać, zapanować nad tym. Muszę coś zjeść. Muszę ale nie muszę. Jestem beznadziejna.
Od tych 3 tygodni zwymiotowałam gdzieś... no z 17 razy. Picie słonej wody niszczy nerki, odwadnia, powoduje biegunki, jeszcze większego odwodnienia. Z jednej strony wiec, cieszę się, że przestałam ją pić. Mimo to, opanowałam w końcu wymiotowanie na samych palcach. To oznacza, że będę to pewnie częściej robiła. Nie jestem pewna, do czego mi bliżej. Anoreksji czy bulimii. Chyba anoreksji. Nie mam napadów głodu a anorektyczki też wymiotują gdy jednak coś zjedzą. Czy się tym chwalę? Nie, oczywiście, że nie. Gardzę sobą jeszcze bardziej. Bo nawet normalnie się odchudzać nie potrafię. Nic nie potrafię.
Dziś rano się zważyłam, i ku mojemu zdziwieniu i radości, zobaczyłam 76,1 kg. W 3 tygodnie poszło prawie 7 kg.Mam nadzieję, że jednak się będę tego trzymać i nie zgrubne. Jak zgrubne to nie wiem co zrobię, pewnie wpadnę w bezdenną rozpacz. I to tak porządnie. Bo potrafię się tylko nad sobą użalać.
Zachowuje się strasznie egoistycznie. Wymagam od swoich bliskich nie wiadomo czego. Domyślania się, skupiania na mojej osobie, zamartwiania się o mnie. Czy ja naprawdę staram się z siebie na siłę zrobić nienormalną? Wywołać u siebie Depresję? Może moja mama ma rację, twierdząc, że ja chce się tylko popisać. Chce stanąć w centrum. Ale jeśli tak jest, to dlaczego tak okropnie się boję, gdy ktoś na mnie popatrzy? Sama nie wiem czego ja właściwie oczekuje. Od innych, od siebie. Odstawiłam okropną szopkę na grupie terapeutycznej. WstydWstydWstydWstydWstydWstydWstyd. Oskarżyłam o porzucenie jedyną osobę, którą jeszcze obchodzi, jak się czuję. I dlaczego to zrobiłam? Bo w mojej głowie ciągle się kłębią myśli o tym, że zostaje sama? Ile mi niby trzeba okazywać uwagi? Okropna ze mnie egoistka. Prze okropna, egoistyczna suka.
Nie mogę zmusić się do nauki, do robienia szablonów, napisania czegoś ambitnego, większych ćwiczeń. Nie wiem, czy jestem tak strasznie leniwa czy brak mi motywacji, czy nie wiem czego.
To, co było na grupie już jest nieważne. Było, stało się, czegoś się o sobie nauczyłyśmy, możemy iść naprzód. Jestem z Ciebie dumna, że się odchudzasz i masz do tego silną wolę, ale strasznie martwi mnie Twoje wymiotowanie. Mimo to wiem, że nie mam prawa Cię upominać - sama robię sobie krzywdę i wiem trochę, na czym sprawa polega. Ale mam mimo wszystko nadzieję, że kiedy już osiągniesz swoją wymarzoną wagę, zaprzestaniesz wymiotowania. Trzymam za Ciebie kciuki, moje kochane małe, i nie myśl sobie nigdy, że jesteś złą osobą, bo nie jesteś. Kocham Cię.
OdpowiedzUsuńSchizma, ej, Schizma.
OdpowiedzUsuńRozumiem. Sama siebie nienawidzę. Też wymiotuję, a trzy kilo schudłam w pięć dni. Znowu zaczynam się obżerać, pewnie znów zgrubnę. Znam ten ból, ten kompletny brak pewności siebie i niska samoocena. Strach. Ból. Tylko trzeba to przetrwać, a ja tylko Ci powiem - idź przed siebie, nie oglądaj się. Mimo,że to nie jest łatwe.
Pozdrawiam.