8.10.2014

Opowieści poboczne

Nastał późny, zimny wieczór w Karakurze. Ścieżką wzdłuż morza podążała pewna młoda kobieta. Miała rude, lekko pofalowane włosy do połowy pleców. Ubrana była w beżowy, obszerny sweter, proste niebieskie spodnie i trampki. Uwielbiała wsłuchiwać się w szum morza. Zamknęła oczy i skupiła się na morskiej bryzie, która łaskotała jej policzki. W końcu uśmiechnęła się, na powrót uniosła powieki i skręciła w leśną ścieżkę. Nie przeczuwała nic złego. Jednak nagle drogę zagrodziła jej wielka, potężna bestia. Przypominała przerośniętego niedźwiedzia z długim ogonem oraz dziwną, białą maską na głowie. Bestia zarechotała i zaczęła się zbliżać do przerażonej Kuniko. Nim ta zdążyła choćby krzyknąć, potwór wrzasnął i rozpadłą się na pół. Zza poczwarą dziewczyna dostrzegła młodego blondyna, w czarnym kimonie które zlewało się z mrokiem nadchodzącej nocy.
- Nie bój się - powiedział niskim, melancholijnym głosem - jesteś już bezpieczna, wracaj do domu. - Odwrócił się do niej plecami i odszedł nie bacząc na jej zdziwione spojrzenie. Nim dostatecznie się oddalił usłyszał ryk syreny. Pomyślał,  że to jedno z ziemskich pojazdów ale grubo się pomylił. Dźwięk był coraz bliższy a czerwono-niebieskie światła rozbłysły między drzewami. Nim zdążył się zorientować o co chodzi, z krzaków wyskoczył na ścieżkę rower. Na owym rowerze siedział czerwono-włosy mężczyzna, z tatuażami oraz w czarnym kimonie, takim samym jak kimono blondyna. Na siodełku siedział jakiś nołlajf którym nie warto się przejmować. Obaj panowie dopadli zaskoczonego Kirę, skuli go w kajdany i powalili na ziemię.
- Okej - zaczął Renji - zostajesz zatrzymany pod zarzutem nieprzestrzegania podstawowych procedur wybijania Hollowó w tym świecie. Pozostawiłeś świadka niepożądanego z pełną świadomością i pamięcią owych wydarzeń, zagrażając w ten sposób tajności naszego istnienia i narażając nas na odkrycie przez osoby niepoufne. Zostajesz na mocy konstytucji Soul Society ustanowionej przez radę 46 w dniu kiedyśtam, skazany na dotrzymanie Aizenowi w piekle towarzystwa na 20 tysięcy lat.
Po tej wypowiedzi, panowie wpakowali Izuru do koszyczka przy kierownicy i odjechali. Pedałowali ile sił w nogach, wybili się na rampie w powietrze, przyjmując dumną pozę. Niestety, zapomnieli wyłączyć syreny, a wszelkie światła włączyć. Takim oto sposobem Ministerstwo Magi pędzące na sygnale do 12-latka, który zamienił ołówek w długopis, z papierami skazującego go na dożywocie w Azkabanie, nie zauważyli roweru. Pomimo, że ani składak, ani zamiatacze nie były na benzynę, wybuch był ogromny. Kuniko stała przerażona, nie wiedząc co ma robić. Ostatnie 3 minuty były najdziwniejszymi minutami w jej życiu. W końcu oddała się ludzkiej panice i na łep i szyję, pognała do domu. Wbiegła na ulicę, chcąc szybko przebiec na drugi chodnik. Gdy była na samym środku drogi, czerwona multipla wyrzuciła ją na parę metrów. Pomimo obrażeń, Kuniko chciała się podnieść, jednak auto przejechało jej po środku kręgosłupa, dobijając ją na amen. Tousen zazgrzytał zębami, najeżdżając na krawężnik. A niby w Polsce drogi nierówne były!

W tym samym czasie, w odległym więzieniu o zaostrzonym rygorze, na granicy Kambodży z Wietnamem, przy pancernej szybie siedziała śliczna, młoda blondynka. Niecierpliwie zerkała w drzwi po drugiej stronie szkła. W końcu na salę został wprowadzony przez klawiszów mężczyzna w pasiastym stroju. Usiadł on na przeciw kobiety i spojrzał na nią zimno.
- Czego chcesz? - Spytał chłodno Byakuya
- Tak się wita żonę? - Parsknęła Jigo - Odwiedzić cię przyszłam.
- Żonę? Czyżby rozwód nie przeszedł pomyślnie? Nie udało ci się obarczyć mnie całą winą a następnie zgarnąć cały majątek, jaki mi pozostał?
- Nie - odpowiedziała spokojnie i uśmiechnęła się - ale załatwiłam sobie świetnego adwokata! Więc szykuj się! - Kuchiki pokręcił z dezaprobatą głową.
- Za co mnie to spotyka? Który to nasz rozwód? Mamy już w sądzie karty stałych klientów.
- Ej, nie traktuj mnie tak. Ty też parę razy mnie zostawiłeś! Ale teraz to chyba nie pozostaje ci już nic innego, jak modlitwa. Może nawet ten fartuszek ci odbiorę
- Tylko oddaj mi mój ołtarzyk Hisany! - kobieta jednak w odpowiedzi tylko się zaśmiała, zgrabnie wstała z krzesła i oddaliła się w stronę wyjścia. Byakuya w tym czasie został wprowadzony do swojej celi. Położył się tam na łóżku i słuchał przez chwilę oddechu swojego kompana, który spał na pryczy obok. Byakuya postanowił skorzystać z rady, zamknął oczy i zaczął prosić siły Boskie o łaskę, litość i pomoc. Czy nie może mieć choć swego jedwabnego turbana? W czasie zawziętych modlitw zasnął, a w środku nocy obudził go męski głos, nawołujący go po imieniu.
- Byakuya! Byakuya! Wstawaj! - arystokrata spojrzał na zakratkowane okno. Między prętami dostrzegł mężczyznę w czarnych, wąskich okularach.
- Kim jesteś? - spytał Kuchiki.
- Jestem sługą Bożym, który został tu wysłany, by odpowiedzieć na twe modły. Uwolnimy Cię. - czarnowłosy zamrugał, nie mogąc uwierzyć w to, co się dzieje. A jednak... grupa elitarnych księży wyrwała pręty w oknie, uwalniając go w ten sposób z celi. Następnie niczym wojskowi, ponaglając go, skierowali się w stronę helikoptera. Na maszynie nadal widniał napis "FBI" a za sterami siedziała grupa biednych dzieci, którymi kapłani opiekują się w czasie swojej normalnej służby duszpasterskiej. Wpakowali ogłupiałego szlachcica do transportu a następnie odlecieli. Byakuya w ciemnym pomieszczeniu dostrzegł, że wszyscy księża i zakonnice są ubrani w swoje zwyczajowe szaty z dodatkiem wąskich, czarnych okularów. Mężczyzna, który go obudził stanął przed nim i powiedział:
- Byakuyo, twoje błagania i rozpacz były tak wielkie że Pan ulitował się nad tobą i wysłał nas, swoje wierne sługi, byśmy udzielili ci pomocy, w tym ciężkim czasie. Uwalniamy cię z więzienia i odeślemy prosto do domu.
- Domu? Jakiego domu?
- Tam, gdzie czeka twoja żona. Idź i wierz w słowo - zdezorientowany szlachcic chciał coś powiedzieć, ale nim to zrobił, wepchano mu ukochany turban i fartuszek do rąk, a następnie wypchano z helikoptera.

Jigo była bardzo, bardzo niezadowolona. Schizma powiedziała jej, że ma dobrego adwokata. Jednak blondynka chyba za mało znała swoją przyjaciółkę, skoro zdziwiła się na widok butelek wypełnionych żółtym napojem.
- Cholera - mrukła pod nosem, przewijając na komputerze oferty adwokatów. W sumie to nie miała dziś ochoty się rozwodzić. Przeciwnie, zatęskniła do ciała swojego męża, co zdarza się rzadziej niż rzadko.
- Teraz, jak mi się chce to go nie ma, co z tego, że go zamknęłam w więzieni, mógł by wpaść do mojego łóżka... - podskoczyła przerażona, gdy rozległ się potężny huk, w suficie zionęła dziura a na jej łóżku leżał zakurzony Byakuya. Dziewczynie zalśniły łzy w oczach.
- Och, jak ty mnie jednak dobrze znasz!

1 komentarz:

  1. Nie no, to jest skandal, własną bohaterkę zabić w pierwszym akapicie, dziwię się, że policja fanficowa nie przyjechała na sygnale >.< Obraz Tousena w multipli, Zamiataczy i składaka wrył mi się w pamięć i zastąpił na wieki dzikie seksy XDDD W ogóle to kto Tousena puścił na drogi, rząd Tuska?!
    Jak Byaku i Jigo gadali o fartuszku to miałam w głowie tylko scenę z Masterchefa, kiedy koleś w jury mówi tą swoją łamaną polszczyzną "oddaj fartucha!".
    Brakowało mi w helikopterze Matki Teresy ;_;
    A to zakończenie, cud miód i orzeszki, normalnie zwyczajowy wieczór w domu Kuchikich :,D To jest popierdzielone ale śmieszne w ch*j! Ja chcę ciąg dalszy! XD

    OdpowiedzUsuń