Są w filmach takie momenty, gdzie bohater siedzi przy oknie. Patrzy na spływające po szybie krople deszczu. On się nie rusza, tylko patrzy w oknie. Jak Bella ze Zmierzchu, to idealny przykład. Właśnie tak się czuję. Nie siedzę cały dzień w fotelu, ale jeżeli się zastanowię, to właśnie tak można opisać moje uczucia. Może i nie jest to mój najgorszy stan ale on się wyjątkowo mocno trzyma, w sumie od ponad tygodnia. Jak bym cały czas patrzyła na ludzi, właśnie zza pokrytej kroplami deszczu szyby. Czuje się odosobniona od reszty. W sumie, zawsze się tak czuje ale to uczucie teraz cały czas za mną podąża. Krok w krok.
Wręcz słyszę to rytmiczne uderzanie kropli o szkło.
Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jestem bardzo gruba i brzydka. Chyba przełom tego wszystkiego był na spacerze z mamą. Znowu zaczęłam jęczeć, że się nie lubię. Mama jak zawsze mnie pocieszała, że tak nie jest ale ja pękłam. Po prostu pękłam. Podwinęłam bluzkę, chwyciłam się za fałdy na brzuchu i krzyczałam "Wiec co to jest?! Skoro nie jestem gruba to co to jest?!". Przez pierwsze trzy dni, było totalne załamanie. Tylko stałam na wadzę i patrzyłam na to 82,7 kg. Moje BMI to 29,1. To strasznie dużo. Jeszcze odrobinę, a ja nie będę mieć nadwagi, tylko I stopień otyłości. A mimo to, najpierw nie robiłam nic. Żyłam tak jak wcześniej, ale z każdym kęsem miałam coraz większe wyrzuty sumienia. Dzisiaj, zjadłam nie więcej jak 500 kcal. Trochę płatek, ale tak trochę i jeszcze nie dojadłam, baton Fitness (pomarańczowy, kurewsko dobry) i tyle samo co rano płatków, zupy szczawiowej, o ile nawet nie mniej. Ostatni raz jadłam po 15. Jestem teraz cholernie głodna. Aż mi się chce wymiotować. Ale uparłam się, że nie zjem. W sumie dzisiaj zjadłam najmniej w tym tygodniu, ale nadal za dużo. Staram się jak najwięcej ruszać. Wstaje rano, robię ćwiczenia przez 15 minut, ubieram się, idę do szkoły, wracam, jem, idę na 1,5 godziny na spacer, wracam, jadę na rowerku (takim co w miejscu stoi. Taka maszyna. Rodzice znaleźli go z karteczką "do zabrania". Głupi ludzie, skoro on poprawnie działa) i przed samym snem robię obowiązkowe 80 brzuszków, 50 przysiadów i 10 pompek. Tylko mnie okropnie, prze okropnie bolą plecy przy brzuszkach. Jeszcze na spacerach biegałam, ale po wczorajszym zgubieniu telefonu i wielkiej awanturze to nie mogę się przemóc. Mama miała ze mną biegać po naszej ulicy jak zapadnie noc, no ale właśnie widać, jak jej się chce, a mnie nie puszcza samej.
Codziennie widzę się w lustrze w sieni. Patrzę na moje grube nogi, na spodnie, które ciasno się opinają na spasionych udach. Brzuch, który wybrzusza się pod bluzką, wiszący tłuszcz na rękach. Byczy kark i okrągłą twarz. Twarz z ogromnym, zakrzywionym nosem, małymi, wąskimi i bladymi ustami, podkrążonymi, małymi oczami. Cała twarz w czarnych kropkach i pryszczach. I ten pieprzyk na prawym policzku, z którego wyrastają mi długie, czarne włosy.
Blade ciało pokryte gęstymi, grubymi i ciemnymi włosami. Ciało pokryte czerwonymi plamami alergii. Cellulit. Nawet piersi mam dość małe, krzywe i obwisłe. Nie potrafię wskazać rzeczy, którą w sobie lubię. nawet swojego głosu nie cierpię. Okropnie skrzeczący. Ogromne stopy, grube palce.
Czasami chciałabym sobie zrobić krzywdę. Wbić nóż w ciało. Być jak każda inna, która nienawidzi siebie. Ale zaraz sama siebie za to ganię. Tak nie można, to chore. To złe. Nie wolno mi tego robić. I gdy ta chęć przejdzie, odzywa się inny głos, który ze mnie drwi. Który mi mówi, że wcale nie o to chodzi. Po prostu jestem na to za słaba, nie mam odwagi się z premedytacją skaleczyć.
Coraz częściej wchodzę na Tumblra i wchodzę w tagi z nienawistnością do samego siebie. Mam po tym jeszcze gorszy humor. Bo patrzę na te wszystkie wychudzone dziewczyny, które piszą sobie na brzuchu "fat", które przykładają nożyczki do naciągniętej skóry by wyciąć "tłuszcz". I myślę sobie, jak bardzo one by pogardzały mną. Mną która jest jak 3 one.

Źle się czujesz ze swoim ciałem i coś z tym robisz. Nie rzucasz słów na wiatr, chcesz zmienić swoją sytuację, czyli już masz dar, którego wiele ludzi nie posiada - determinację. Będę się starała jak mogę wspierać Cię w Twoim postanowieniu schudnięcia i trzymam kciuki, żebyś wytrzymała. Wierzę, że dasz radę, naprawdę czuję to w sercu, że jesteś bardzo silną osobą i poradzisz sobie.
OdpowiedzUsuńA te chude dziewczyny często nie pogardzają innymi ludźmi, choćby i ważyli po 100 kilo. One nienawidzą tylko siebie, bo ich lęk przeradza się w autoagresję. Ich chudnięcie to często zastępstwo cięcia się, przypalania czy innych form agresji wobec swojej osoby.
Tylko na ile mi tej determinacji starczy?
UsuńDziękuje, że chcesz mnie w tym wspierać, boje się, że jednak nie dam rady i pewnego dnia nie zrobię żadnego ćwiczenia i będę się opychać jak świnia ;_;
Ej, Schizma.
OdpowiedzUsuńZazdroszczę Ci tego, że jeszcze się trzymasz.Nie przejmuj się tymi całymi panienkami, dla których waga 50 kilo jest zbyt duża przy tym, jak mają 18 lat.Chcą zrobić z siebie anorektyczkę?
Nie możesz się poddać.Decydujesz o tym, jak Twoje ciało wygląda, więc nie możesz się poddać!Naprawdę trzymam za Ciebie kciuki.
Bo wierzę, że dasz sobie radę.